Będę później, czyli herbaciarnia z pyszną kawą

utworzone przez | Wrz 7, 2017 | Stolik przy Oknie | 2 Komentarze

Do nowo otwartej herbaciarni niedaleko Placu Narutowicza pod przewrotną nazwą „Będę później” wybierałam się już od jakiegoś czasu. Po pierwsze, dawno nie byłam na Starej Ochocie, a jeśli szukać pretekstów odwiedzin nieswojej dzielni, to czy może być lepszy niż nowe fajne miejsce z dobrym ciachem? Po drugiej coraz więcej dobrego pojawiało się o” Będę później” na różnych kulinarno-warszawskich blogach, więc moja ciekawość i oczekiwania rosły. Wreszcie tak urosły, że jak już wybrałam się na Słupecką 4, to byłam przygotowana na rozczarowanie, bo przecież nie może być aż tak super. A tymczasem niespodzianka! 

Na kawę i bezę wybrałam się z przyjaciółką w niedzielne popołudnie. Kiedy przed wejściem do lokalu powitało nas radosne „dzień dobry” właściciela – jak się okazało później, od razu przyjemniej wchodziło się do środka. Wprawdzie wszystkie stoliki były zajęte, a przestrzeń kawiarenki dość kameralna, ale z inicjatywy pani właścicielki szybko znalazła się pufa i fotel do wzięcia. Zaczęłyśmy więc od… wąchania. Bo choć „Będę później” to oficjalnie herbaciarnia, wybór kaw mile zaskakuje. I jak one wszystkie pachną! Po trudnym procesie decyzyjnym wybór padł na migdał z wiśnią. I to – wierzcie mi – był dobry wybór! Do tego beza karmelowa z czerwoną porzeczką, „najlepsza nasza beza” jak poinformowała nas pani za barem. I naprawdę była to beza niemal idealna, a jeśli chodzi o bezy jestem dość wymagająca, bo sama je wypiekam po godzinach (w poszukaniu ideału) i niejednokrotnie zdarzyło mi się jakąś zareklamować na mieście. Była pianka, było krucho, było słodko-kwaśnie – dla mnie bomba! I nie mam wcale na myśli tej kalorycznej.

Długo się zastanawiałam, jak określić wystrój „Będę później”, bo są tu i stare meble (pianino!), ale też nowoczesne elementy (lampy czy plakaty). Co do jednego jednak nie mam wątpliwości. Jest tu diabelsko przytulnie! Do końca nie rozgryzłam też tego co sprawia, że wchodząc tam czujesz się jak gość, nie jak klient. A to jest bardzo miłe uczucie. Przytulne wnętrze, cudny zapach kawy i herbaty, czy wreszcie sympatyczni  właściciele, którzy każdą sytuację na spokojnie ogarniają – bo nagle ktoś nogę od krzesła złamał, a tu zaraz kolejka osób po ciasta na wynos (kolejny dowód na to, że ciasta to mają tu smakowite) czy wizyta psa Borysa, który radośnie obwąchał wszystkich gości i szukał towarzysza do zabawy. Wszyscy tu mile widziani, dla wszystkich znajdzie się miejsce.

 

Dla varsavianistów ciekawostka – jedna z wind znajdujących się w budynku przy Słupeckiej 4 została zbudowana w 1937 roku. To ponoć najstarsza działająca winda w Warszawie. Dobry pretekst, żeby wybrać się na spacer po Starej Ochocie i wpaść na coś słodkiego do „Będę później”. Zresztą, miłośnicy miasta i słodkości znajdą w tej kawiarni jeszcze coś co może ich zainteresować – słynne pączki z Górczewskiej! Tu ponoć nie trzeba po nie stać w kilkukilometrowych kolejkach.

Do „Będę później” wrócę z pewnością nie raz. Następnym razem obowiązkowo na herbatę! To sztuka stworzyć miejsce, które zostaje w pamięci i wyróżnia się jakoś z tych wszystkich nowo otwierających się lokali w naszym mieście, które tak jak szybko się pojawiają, tak szybko znikają. Mam nadzieję, że „Będę później” zagościło przy Słupeckiej 4 na dobre.

Tekst: Magda Liwosz
Zdjęcia: Magda Liwosz, Jarek Zuzga

„Będę później”, ul. Słupecka 4 (Stara Ochota), czynne codziennie od godz. 11.00