Dziś rozmawiamy przy Oknie z Anią Chlebicką, koordynatorką szkolnego programu „Poszukiwacze warszawskich tradycji” (skierowanego do uczniów warszawskich podstawówek) oraz członkinią zarządu stowarzyszenia Pracownia Etnograficzna, które ma na swoim koncie kilka bardzo warszawskich i bardzo ciekawych inicjatyw, takich jak audioprzewodniki po Warszawie czy akcję Etno Trends Show, podczas której przypomniano haft wilanowski!

Warszawa to miasto
ciągle do odkrywania. Zaczęłam tak na nie patrzeć dopiero w pewnym momencie. Z racji tego, że urodziłam się w Warszawie, długo postrzegałam to miasto jako oczywiste – stopniowo zaczęłam jednak zauważać, że ona ma w sobie bardzo dużo znaczeń i można ją odkrywać na różnych poziomach. Tak ją właśnie teraz widzę – jako ogromną przestrzeń do odkrywania.

W Warszawie lubię
właśnie tę wielowarstwowość, to że w każdym miejscu znajduję ciągle coś nowego.

W Warszawie nie lubię
tego, że traktuje siebie tak poważnie. Jawi się często jako napompowane miasto, któremu brakuje dystansu do siebie. Lubię te momenty, kiedy to poważne traktowanie siebie, patos i sztywność są na różne sposoby przełamywane.

Prawdziwy warszawiak to
sformułowanie, którego nie używam. Bardzo podejrzliwie traktuję słowo „prawdziwy”, zwłaszcza w takich kontekstach, jak ten. Wydaje się, że służy ono bardziej budowaniu podziałów niż czegoś pozytywnego. Nie umiałabym zdefiniować, kto jest bardziej prawdziwy a kto mniej. Na pewno nikomu nie potrafiłabym odmówić prawa nazywania siebie warszawiakiem. Jeśli ktoś czuje się z tym miastem w jakiś sposób związany i tak się chce nazywać – mnie to przekonuje.

Moje ulubione miejsce
chyba nie istnieje. Zawsze jak mnie ktoś o to pyta, udzielam innej odpowiedzi. Może to zabrzmi banalnie, ale bardzo lubię w Warszawie zieleń – tam, gdzie mogę pójść odpocząć. Wychowałam się na Ochocie, więc bardzo lubię ten park niedaleko Filtrów, w naturalny sposób on jest mi bliski. Ale cały czas odkrywam miejsca, które mnie fascynują i stają się tymi ulubionymi.

Jeśli nie Warszawa to
dzika głusza, gdzieś w górach. Zawsze, gdy wracam z jakiegoś wyjazdu w takie miejsce, Warszawa mnie ogłusza. Wszędzie dookoła coś się dzieje, ludzie biegają, warczą samochody. Lubię to, że tętni w niej życie, ale w takich chwilach jestem przez miasto ogłuszona. Wtedy wraca do mnie idylliczna wizja małego domku z widokiem na góry lub jezioro.