Urodziła się i wychowała w Łodzi, ale od jakiegoś czasu mieszka w stolicy. Jest fotografką, kolekcjonerką a w ostatnim czasie, jak sama mówi, zajmuje się projektowaniem lalek oraz różnych stworów zamieszkujących jej wyobraźnię. Mirella von Chrupek to niezwykle barwna postać, której „Gablotka” podbiła serca warszawiaków.

maurycy_gomulicki

Mirella von Chrupek (fot. Maurycy Gomulicki)

Dlaczego zamieszkałaś w Warszawie?
Po studiach postanowiłam przenieść się do Warszawy. Chciałam pomieszkać w innym miejscu niż moja rodzinna Łódź. Zobaczyć jak to jest. Poza tym miałam tu dużo znajomych i przyjaciół, a to ważne. Można mieszkać w cudownym mieście, ale czuć się w nim samotnym.

Skąd pomysł na „Gablotkę”?
Witrynka mieści się w samym centrum Warszawy przy Marszałkowskiej 41. Przejęłam ją po szewcu, który pod tym adresem miał swój zakład. Chciałam wyczarować kącik, w którym mogłabym prezentować kolejne odsłony swoich miniświatków. Marzyło mi się coś na kształt teatrzyku z miniscenkami, akwarium, do którego można zajrzeć czy też znanych nam z dzieciństwa sekretów, widoczków, które zakopywało się w ziemi, przykrywało kolorowym szkiełkiem i pokazywało tylko nielicznym. Chciałam stworzyć mały zaczarowany, zakątek w centrum miasta, do którego np. przychodziliby rodzicie z dziećmi i oglądali razem magiczne krainy, trzymając w rękach lody kupione w pobliskiej cukierni Corso.

Obecnie można oglądać czwartą odsłonę gablotkową. Pierwsza przedstawiała zimową krainę. Druga jest pochwałą wiosny, trzecia to eksplozja kwiatów, a obecna to postwakacyjna nostalgia, gdzie główną bohaterką jest urocza Dino Bambino.

gablotki_razem_900

Wszystkie gablotki razem – Bulinka, eksplozja kwiatów i Dino Bambino (fot. Mirella von Chrupek)

Co Ciebie inspiruje?
Bardzo lubię taplać się w sztucznych kwiatach, wstążkach, koralikach i brokacie. Jestem miłośniczką starej biżuterii szczególnie tej z lat 50. i 60., plastikowej, ale jakże urokliwej. Las, ogrody to są miejsca, gdzie czuję się bardzo dobrze. Pojawiają się one w większości moich prac.

Jakie są reakcje ludzi na „Gablotkę”?
Bardzo pozytywne, co mnie bardzo cieszy. „Gablotka” została stworzona właśnie z myślą o warszawiakach. Chciałam zrobić w niej coś, co byłoby lekkie i niezobowiązujące. Coś, co mogłoby umilić warszawiakom powroty z pracy w okresie zimowym, kiedy pogoda nie jest zbyt łaskawa. Wydaje mi się, że po części osiągnęłam swój cel. Dostaję dużo miłych listów od ludzi, którzy zauważyli moją „Gablotkę”. Kiedyś, kiedy wymieniałam baterie w lampkach, podszedł do mnie Pan i powiedział, że pracuje niedaleko i codziennie przechodzi obok „Gablotki” i że aż dziw bierze, że taka mała, niewinna rzecz a jak cieszy oko. Dodał także, że z ciekawością wypatruje następnej odsłony. Innym razem jedna pani powiedziała, że nie sądziła, że coś tak zgoła trywialnego i niepotrzebnego jest w stanie poprawić jej humor. Miło jest obserwować ludzi robiących sobie przy „Gablotce” zdjęcia. Na facebookowej stronie Gablotka stworzyłam specjalny album ze zdjęciami ludzi odwiedzających „Gablotkę”. Przyjemnie jest patrzeć na ich uśmiechnięte twarze i miłe podpisy pod zdjęciami.

Jak powstają kolejne ekspozycje?
Pracownię mam w mieszkaniu, więc w trakcie przygotowań nie mam zbyt dużo przestrzeni do poukładanego życia. Dopiero kiedy skończę kolejną odsłonę, mogę wszystko posprzątać, poukładać. Ten stan rzeczy nie trwa jednak zbyt długo, bo jak już skończę pracę nad bieżącą odsłoną, trzeba zabierać się za kolejną.

dino_makingoff_900

Tak powstawało Dino Bambino (fot. Mirella von Chrupek)

Jakie materiały wykorzystujesz w swoich pracach (także w „Gablotce”)?
Jestem fotografem. Zajmuję się kreowaniem miniświatków. Do swoich prac wykorzystuję miniaturowe mebelki, sztuczne kwiaty, resztki starych tapet, materiały. Wszystko to, co pomaga mi stworzyć świat w mniejszej skali.

gablotka3_ulica-13_900

Eksplozja kwiatów (fot. Mirella von Chrupek)

Od kogo ją wynajmujesz?
Od wspólnoty. Zanim wynajęłam „Gablotkę” musiałam napisać do 3 różnych instytucji podania o zgodę na jej wynajęcie.

Czy myślisz o zajęciu innych wystaw, przestrzeni wystawienniczych (powstaną kolejne „Gablotki”)?
Nie, myślę, że „Gablotka” ma się dobrze w miejscu, w którym jest. Nie planuję zalewać dzielnic Warszawy kolejnymi odsłonami. Lubię ten swój mały kącik i mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję pokazać w tym miejscu kilka odsłon moich miniświatków.

Czy planujesz inne projekty w przestrzeni miasta?
Obecnie pochłania mnie moja „Gablotka”. Jeśli pojawią się nowe pomysły i możliwości to czemu nie.

Prace Mirelli von Chrupek możecie obejrzeć i kupić na stronach:
www.vonchrupek.com
flickr.com/vonchrupek
www.amomirella.com

—————————————————————————————————

Rozmowy przy Oknie

Warszawa to miasto…, gdzie obecnie mieszkam. Cytując Tuwima: Nie miałam serca do Warszawy, gdy opuszczałam miasto Łódź. Z czasem polubiłam ją na swój własny sposób.

W Warszawie lubię… jej historię. Mam dużą frajdę z chodzenia ulicami śladami starych kamienic, nieistniejących już ulic. Lubię przykładowo odtwarzać sobie podczas spacerów kolejne lokacje z „Lekarstwa na miłość”.

W Warszawie nie lubię… kolejnych rewitalizacji, które oznaczają w większości przypadków wyłożenie terenu kostką brukową, wycinanie drzew i sadzenie marnych patyków w wielkich donicach jak to miało miejsce na Świętokrzyskiej czy pl. Napoleona.

Prawdziwy warszawiak… często słyszymy, że prawdziwym warszawiakiem jest ten, którego dziad czy pradziad mieszkał w Warszawie. Nie ma kogoś takiego jak „prawdziwy” warszawiak. Samo słowo „prawdziwy” ma w sobie pogardę do innych i jest pewną formą wywyższania się.

Moje ulubione miejsce w tym mieście to… okolice pomnika Sapera i pobliskie podświetlone fontanny. Lubię kolorowe szkiełka w drzwiach w jednej z kamienic przy Sejmie. Gdy zaświeci słońce rzucają przepiękne kolory na szare obdrapane ściany klatki. Jest to zawsze bardzo magiczny moment.

Jeśli nie Warszawa, to…w tym wypadku zdałabym się na los.

Rozmawiała: Iza Kieszek-Wasilewska