Ile jest krzyży na Placu Trzech Krzyży?

Ile jest krzyży na Placu Trzech Krzyży?

Ile jest krzyży na Placu Trzech Krzyży? Ile razy w historii zakonu siostry wizytki opuszczały jego mury? W którym kościele Barbara i Bogumił z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej brali ślub, a który drewniany kościół jest najstarszym w Warszawie? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w książce Piotra Otrębskiego pt. „Kościoły i kaplice”, która ukazała się zaledwie kilka tygodni temu w serii „Echa dawnej Warszawy”, za którą stoi „Skarpa Warszawska”.

Publikacja zawiera historie siedemnastu stołecznych świątyń katolickich oraz cerkwi. Dobór omawianych obiektów nie jest zaskakujący, bo znalazły się wśród nich m.in.: katedra św. Jana, bazylika Świętego Krzyża, kościół św. Michała Archanioła, kościół św. Aleksandra, cerkiew św. Marii Magdaleny czy Wizytki. „Kościoły i kaplice” to brzmi trochę odstraszająco i przewidywalnie. Autorowi udało się jednak uniknąć roli varsavianisty w przykurzonym płaszczu i berecie na bakier, który zwraca się do czytelnika oficjalnym, akademickim tonem. Książka napisana jest lekkim, przystępnym językiem, w formie tak lubianej przez Warszawiaków gawędy z licznymi słówkami z gwary warszawskiej. Otrębski nie zwraca się do nas ex cathedra, używając skomplikowanych terminów i snując nudnawe opowieści, w których data goni datę. Oczywiście ważne jest tło historyczne i przedstawione są dzieje powstania wszystkich świątyń, ale jest to przeplatane anegdotami, legendami i odniesieniami do literatury pięknej. Wiele tu też ciekawostek, jak np. o figurze Stanisława Moniuszki, która znajdowała się w kościele Wszystkich Świętych czy powiązaniach kościoła św. Aleksandra z… wolonomularstwem. Varsavianista powołuje się często na źródła historyczne, co urozmaica jego opowieść. Każdy opis zawiera ponadto materiały ikonograficzne, zarówno archiwalne, jak i współczesne.

Kościół św. Michała Archanioła po II wojnie światowej. Zdjęcie ze zbiorów kancelarii parafii.

Kolumny w bazylice Najświętszego Serca Jezusowego na Michałowie. Kolumny zostały wykonane dla bazyliki św. Pawła za Murami, ale okazały się za krótkie.

Książka Otrębskiego jest dobrym kompendium wiedzy o stołecznych kościołach. Tym, którzy już znają co nieco ich historię może posłużyć jako materiał do ugruntowania wiedzy, dla tych zaś, którzy dopiero zaczynają poznawać dzieje Warszawy i jej ważniejszych obiektów, będzie dobrym początkiem. „Kościoły i kaplice” ze względu na przystępny język i syntetyczne teksty mogą posłużyć także za przewodnik po warszawskich kościołach.

Wszystkim zainteresowanym polecamy spotkanie z Piotrem Otrębskim, które odbędzie się 24 lutego (piątek) o godz. 18:00. Szczegóły znajdziecie tu.

Iza Kieszek-Wasilewska

Ul. Miodowa i kościół oo. kapucynów – widok sprzed I wojny światowej (karta wydana w czasie wojny). Karta pocztowa ze zbiorów Piotra Otrębskiego

Ursynów Zapomniany

Ursynów Zapomniany

Jego działalność można by uznać za destrukcyjną dla wizerunku dzielnicy i nazwać ją antypromocją. Szare murki, obdrapane bloki, wątpliwej wartości grafitti na śmietnikach, to wszystko możecie znaleźć na stronie Ursynów Zapomniany. Nie przeszkadza to fanom jego strony, wręcz przeciwnie, wciąż ich przybywa.

Na Ursynowie mieszka od 20 lat. Dzielnicę zna jak własną kieszeń i trudno mu sobie wyobrazić, by być gdziekolwiek indziej. Zresztą nie chciałby być gdzie indziej. Od dziecka szwendał się po okolicy, grywał w nogę na boiskach z piachu na Kabatach (nie było jeszcze orlików), biegał z pistoletem na kulki po polach, na których teraz stoją osiedla. Sebastian Kalinowski, bo to on jest twórcą strony Ursynów Zapomniany, opowiedział o tym jak ona powstawała, skąd czerpie inspiracje do swoich zdjęć i jakie ma plany na rozwój fanpage’a.

12106764_1909708209253430_6046030045826542437_n

Skąd pomysł na stronę?

To wszystko wzięło się z tych miejsc, które przez lata mijałem, które nie zmieniły się, a które są na widoku. Jak chodziłem nad Dolinkę, na granicę dzielnicy, to mimochodem w głowie zostawały obrazy. Później zacząłem się interesować bardziej świadomie tym, gdzie jestem, czytać o historii dzielnicy. Od tego była niedaleka droga do strony.

1613827_1667013816856205_2001951205497873329_n

Jaki jest cel pokazywania tych miejsc?

Pewnie prędzej zainteresują one osoby, które je znają, dla których nie są zaskakujące. Choć powinny, bo jeśli przyjmiemy, że to najmłodsza, najbogatsza dzielnica, to takie miejsca nie bardzo pasują do tego obrazu. Przede wszystkim stroną interesują się ludzie z Ursynowa, ale spotkałem się też z opiniami, że fanpage burzy stereotypy, ludzie mówią – a myślałem, że tam jest ładnie i sterylnie, myślałem, że tam wszystko jest nowe. Przecież nawet te wszystkie bloki z początku lat 90. nie wyglądają jakoś bajecznie. Ja pamiętam drogę do metra Kabaty po płytach między krowami, to jest coś, co dzisiaj jest bezcenne.

10527696_1646992912191629_8306692928114992928_n

Co to znaczy zapomniany?

Taki, o którym nikt nie myśli i nikt nie chce wiedzieć. Zapomniany, czyli opuszczony. To miejsca zapomniane przez ludzi, na których nikomu nie zależy, żeby wyglądy lepiej, nikt o nich nie myśli a więc nikt o nich nie pamięta.

10488000_1660947187462868_1549271302150388085_n

Zdarza się Tobie odwoływać do sentymentów?

Tak, ludzie patrzą i mówią, to tam robiłem zakupy jak mieszkałem na Ursynowie
Takim symbolem jest neon Ursynów, to nasz dziki zachód, jego połowa jest jakby zjedzona, a wciąż stoi i pewnie nieprędko się to zmieni.

12074864_1909709335919984_5557661941576390884_n

Fani strony podsyłają zdjęcia?

Tak, dostałem kilka, ale niestety nie wszystkie się nadają. Mam jednak zamiar stworzyć dla nich osobny album. To wpisuje się w w mój plan rozwoju strony. Chcę, żeby było trochę więcej treści np. historii dzielnicy, żeby pojawiały się archiwalia, ale też nie chcę, żeby to było coś wielkiego jak portal.

Wybierasz miejsca do zdjęć, bo je kojarzysz, czy trafiasz na nie przypadkiem?

3/4 zdjęć to są miejsca, których nie szukałem, ale wiedziałem, gdzie iść, jak wytyczyć trasę, żeby je znaleźć. Na niektóre trafiałem, bo sprawdzałem lokalizacje, w których nie bywałem. Chodziłem i robiłem zdjęcia brzydkim rzeczom. A ludzie, których spotykam często mówili – to trzeba zburzyć, po co robić zdjęcia.

14354_1776135499277369_7113153786190011386_n

Na stronie raczej nie pojawiają się historyczne miejsca, dlaczego?

Miejsca historyczne, często otoczone są pamięcią, a mnie interesują miejsca zapomniane. To, żeby były w świadomości to zadanie powołanych do tego instytucji, a nie moje. Ja ocalam od zapomnienia miejsca innego rodzaju, niektóre z nich pewnie nie są warte pamięci.

Ulubione zapomniane miejsce?

Trudne pytanie. Moje pierwsze zdjęcia to była stacja postojowa metra, mur za nią. Poza tym tory, jeziorko. Tam poszedłem na początku.

1907768_1646992838858303_1432669217266269530_n

Rozmawiała: Iza Kieszek-Wasilewska

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Ursynów Zapomniany.

„Warszawski niebotyk” Marii Paszyńskiej

Warszawa jak z XIX-wiecznej pocztówki, z pięknymi kamienicami, tramwajami, stylowymi kawiarniami, Paryż Północy. Miasto, którego już nie ma, a do którego tęsknią kolejne pokolenia jego mieszkańców. Taka Warszawa jest tłem, a może raczej jednym z bohaterów debiutanckiej powieści Marii Paszyńskiej „Warszawski niebotyk”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czwarta Strona.

Warszawski-Niebotyk-300dpi (2)(1)

(materiały prasowe)

Jest rok 1933, na placu Napoleona rośnie pierwszy w stolicy drapacz chmur, a pięciu młodych mężczyzn wkracza w dorosłość, przeżywając przy tym liczne wzloty i upadki. Burzliwe losy Wojtka, Andrzeja, Jana, Tadeusza i Berka są główną osią wydarzeń. Radości i tragedie, rozstania i powroty. Wojtek i Andrzej szykują się do poślubienia swoich uroczych wybranek, Tadeusz, dotychczas flirtujący z licznymi pannami traci głowę dla pięknej Estery, Jan poświęca karierę zawodową dla uczucia jakim darzy Marię a Berek pozostaje w żałobie po miłości swego życia. Mimo iż brzmi to wszystko bardzo poważnie i wzniośle to autorka zadbała o to, żeby nie zabrakło też humoru. Postacie takie jak Słodka Pola czy duet profesorski, które pojawiają się w komicznych sytuacjach niczym z komedii omyłek, dodają lekturze lekkości. Zresztą „Warszawski niebotyk” przypomina trochę przedwojenny film, z wyraźnie zarysowanymi bohaterami, z dramatycznymi wydarzeniami i pogodnym humorem jednocześnie.

Dla mnie jednak ciekawsze od emocjonalnych zawirowań głównych bohaterów były opisy Warszawy i życia codziennego stolicy lat 30. XX wieku. Paszyńska jest przewodnikiem miejskim i varsavianistką z zamiłowania, co da się wyczuć już od pierwszych zdań jej powieści. Skupia się na najmniejszych detalach, z niezwykłym pietyzmem odmalowuje przedwojenne warszawskie ulice, budynki i parki. Czuć, że ten aspekt podczas pisania książki był dla niej równie ważny, jak stworzenie wiarygodnych postaci. Według mnie to właśnie liczne szczegóły dotyczące architektury, relacji międzyludzkich, obowiązujących konwenansów są największym walorem „Warszawskiego niebotyku”. Znajdą tu coś dla siebie zarówno Ci, którzy dopiero zaczynają się interesować Warszawą, jak i Ci, którzy są jej miłośnikami od dawna. Dla pierwszych ta lektura będzie doskonałym wstępem do varsavanistycznych poszukiwań i wędrówek, dla drugich może być swego rodzaju testem z wiedzy. Można by nawet pokusić się o spacer po stolicy z tą książką, zwłaszcza po Śródmieściu, które autorka opisuje najdokładniej i w którym toczy się większa część akcji. Trasa takiej przechadzki mogłaby wieść m. in. przez: ulicę Marszałkowską, plac Politechniki, plac Trzech Krzyży, ale także Powiśle, tereny nad Wisłą czy nawet Czerniaków. I choć doceniam wysiłek, jaki Paszyńska poczyniła, by dokładnie opisać przedwojenną stolicę, także z jej obrzeżami, to według mnie ten wątek szemranej okolicy nie jest wiarygodny. I nie jest to wcale wina autorki, po prostu nikt, kto na Sielcach i Czerniakowie w owych czasach nie mieszkał, nie odda tego klimatu, nikt nie dorówna Stanisławowi Grzesiukowi czy nawet Jerzemu Kasprzakowi*. „Warszawski niebotyk” jest jednak niewątpliwie ciekawą propozycją dla miłośników grodu Syreny. To książka napisana bardzo sprawnie i z wdziękiem, dzięki czemu czyta się ją lekko i szybko. To świetna lektura na coraz dłuższe, chłodne, jesienne wieczory, która przeniesie nas do przedwojennej Warszawy. A któż z nas nie chciałby się do niej przenieść choćby na jeden dzień?

*Jerzy Kasprzak napisał autobiograficzną powieść  „Albatros z sieleckiej ferajny”, w której opisuje swoje dzieciństwo i młodość na Sielcach.

Iza Kieszek-Wasilewska

Mirella von Chrupek i jej miniświatki

Urodziła się i wychowała w Łodzi, ale od jakiegoś czasu mieszka w stolicy. Jest fotografką, kolekcjonerką a w ostatnim czasie, jak sama mówi, zajmuje się projektowaniem lalek oraz różnych stworów zamieszkujących jej wyobraźnię. Mirella von Chrupek to niezwykle barwna postać, której „Gablotka” podbiła serca warszawiaków.

maurycy_gomulicki

Mirella von Chrupek (fot. Maurycy Gomulicki)

Dlaczego zamieszkałaś w Warszawie?
Po studiach postanowiłam przenieść się do Warszawy. Chciałam pomieszkać w innym miejscu niż moja rodzinna Łódź. Zobaczyć jak to jest. Poza tym miałam tu dużo znajomych i przyjaciół, a to ważne. Można mieszkać w cudownym mieście, ale czuć się w nim samotnym.

Skąd pomysł na „Gablotkę”?
Witrynka mieści się w samym centrum Warszawy przy Marszałkowskiej 41. Przejęłam ją po szewcu, który pod tym adresem miał swój zakład. Chciałam wyczarować kącik, w którym mogłabym prezentować kolejne odsłony swoich miniświatków. Marzyło mi się coś na kształt teatrzyku z miniscenkami, akwarium, do którego można zajrzeć czy też znanych nam z dzieciństwa sekretów, widoczków, które zakopywało się w ziemi, przykrywało kolorowym szkiełkiem i pokazywało tylko nielicznym. Chciałam stworzyć mały zaczarowany, zakątek w centrum miasta, do którego np. przychodziliby rodzicie z dziećmi i oglądali razem magiczne krainy, trzymając w rękach lody kupione w pobliskiej cukierni Corso.

Obecnie można oglądać czwartą odsłonę gablotkową. Pierwsza przedstawiała zimową krainę. Druga jest pochwałą wiosny, trzecia to eksplozja kwiatów, a obecna to postwakacyjna nostalgia, gdzie główną bohaterką jest urocza Dino Bambino.

gablotki_razem_900

Wszystkie gablotki razem – Bulinka, eksplozja kwiatów i Dino Bambino (fot. Mirella von Chrupek)

Co Ciebie inspiruje?
Bardzo lubię taplać się w sztucznych kwiatach, wstążkach, koralikach i brokacie. Jestem miłośniczką starej biżuterii szczególnie tej z lat 50. i 60., plastikowej, ale jakże urokliwej. Las, ogrody to są miejsca, gdzie czuję się bardzo dobrze. Pojawiają się one w większości moich prac.

Jakie są reakcje ludzi na „Gablotkę”?
Bardzo pozytywne, co mnie bardzo cieszy. „Gablotka” została stworzona właśnie z myślą o warszawiakach. Chciałam zrobić w niej coś, co byłoby lekkie i niezobowiązujące. Coś, co mogłoby umilić warszawiakom powroty z pracy w okresie zimowym, kiedy pogoda nie jest zbyt łaskawa. Wydaje mi się, że po części osiągnęłam swój cel. Dostaję dużo miłych listów od ludzi, którzy zauważyli moją „Gablotkę”. Kiedyś, kiedy wymieniałam baterie w lampkach, podszedł do mnie Pan i powiedział, że pracuje niedaleko i codziennie przechodzi obok „Gablotki” i że aż dziw bierze, że taka mała, niewinna rzecz a jak cieszy oko. Dodał także, że z ciekawością wypatruje następnej odsłony. Innym razem jedna pani powiedziała, że nie sądziła, że coś tak zgoła trywialnego i niepotrzebnego jest w stanie poprawić jej humor. Miło jest obserwować ludzi robiących sobie przy „Gablotce” zdjęcia. Na facebookowej stronie Gablotka stworzyłam specjalny album ze zdjęciami ludzi odwiedzających „Gablotkę”. Przyjemnie jest patrzeć na ich uśmiechnięte twarze i miłe podpisy pod zdjęciami.

Jak powstają kolejne ekspozycje?
Pracownię mam w mieszkaniu, więc w trakcie przygotowań nie mam zbyt dużo przestrzeni do poukładanego życia. Dopiero kiedy skończę kolejną odsłonę, mogę wszystko posprzątać, poukładać. Ten stan rzeczy nie trwa jednak zbyt długo, bo jak już skończę pracę nad bieżącą odsłoną, trzeba zabierać się za kolejną.

dino_makingoff_900

Tak powstawało Dino Bambino (fot. Mirella von Chrupek)

Jakie materiały wykorzystujesz w swoich pracach (także w „Gablotce”)?
Jestem fotografem. Zajmuję się kreowaniem miniświatków. Do swoich prac wykorzystuję miniaturowe mebelki, sztuczne kwiaty, resztki starych tapet, materiały. Wszystko to, co pomaga mi stworzyć świat w mniejszej skali.

gablotka3_ulica-13_900

Eksplozja kwiatów (fot. Mirella von Chrupek)

Od kogo ją wynajmujesz?
Od wspólnoty. Zanim wynajęłam „Gablotkę” musiałam napisać do 3 różnych instytucji podania o zgodę na jej wynajęcie.

Czy myślisz o zajęciu innych wystaw, przestrzeni wystawienniczych (powstaną kolejne „Gablotki”)?
Nie, myślę, że „Gablotka” ma się dobrze w miejscu, w którym jest. Nie planuję zalewać dzielnic Warszawy kolejnymi odsłonami. Lubię ten swój mały kącik i mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję pokazać w tym miejscu kilka odsłon moich miniświatków.

Czy planujesz inne projekty w przestrzeni miasta?
Obecnie pochłania mnie moja „Gablotka”. Jeśli pojawią się nowe pomysły i możliwości to czemu nie.

Prace Mirelli von Chrupek możecie obejrzeć i kupić na stronach:
www.vonchrupek.com
flickr.com/vonchrupek
www.amomirella.com

—————————————————————————————————

Rozmowy przy Oknie

Warszawa to miasto…, gdzie obecnie mieszkam. Cytując Tuwima: Nie miałam serca do Warszawy, gdy opuszczałam miasto Łódź. Z czasem polubiłam ją na swój własny sposób.

W Warszawie lubię… jej historię. Mam dużą frajdę z chodzenia ulicami śladami starych kamienic, nieistniejących już ulic. Lubię przykładowo odtwarzać sobie podczas spacerów kolejne lokacje z „Lekarstwa na miłość”.

W Warszawie nie lubię… kolejnych rewitalizacji, które oznaczają w większości przypadków wyłożenie terenu kostką brukową, wycinanie drzew i sadzenie marnych patyków w wielkich donicach jak to miało miejsce na Świętokrzyskiej czy pl. Napoleona.

Prawdziwy warszawiak… często słyszymy, że prawdziwym warszawiakiem jest ten, którego dziad czy pradziad mieszkał w Warszawie. Nie ma kogoś takiego jak „prawdziwy” warszawiak. Samo słowo „prawdziwy” ma w sobie pogardę do innych i jest pewną formą wywyższania się.

Moje ulubione miejsce w tym mieście to… okolice pomnika Sapera i pobliskie podświetlone fontanny. Lubię kolorowe szkiełka w drzwiach w jednej z kamienic przy Sejmie. Gdy zaświeci słońce rzucają przepiękne kolory na szare obdrapane ściany klatki. Jest to zawsze bardzo magiczny moment.

Jeśli nie Warszawa, to…w tym wypadku zdałabym się na los.

Rozmawiała: Iza Kieszek-Wasilewska

To jest Warszawa – coś dla młodszych i starszych dzieci

To jest Warszawa – coś dla młodszych i starszych dzieci

Choć dzieckiem nie jestem już dawno, to kiedy zobaczyłam tę książkę ucieszyłam się jak… dziecko. Bardzo lubię publikacje, które opowiadają o naszym mieście najmłodszym. Autorzy publikacji zapowiadają ją takimi słowami „Tu mieszkasz. Tu się bawisz i uczysz. Miasto, w którym nie można się nudzić.” Brzmi zachęcająco, prawda?

 

to_jest_wawa_net

To jest Warszawa to duża, piękna książka dla tych którzy lubią (albo chcą polubić) Warszawę. Autorkami są Anna Nahajska, która napisała teksty i prowadzi wydawnictwo Historytellers.pl specjalizujące się w promocji Warszawy oraz Sabina Twardowska absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, która odpowiada za fantastyczne, kolorowe ilustracje.

To jest Warszawa to rodzaj instrukcji obsługi miasta w formie odpowiedzi na poważne pytania, które zadawali młodzi mieszkańcy w trakcie prac nad przygotowaniem wydawnictwa. Dzięki temu możemy poznać historię miasta, dowiedzieć się, gdzie mieszkali królowie (i dowiemy się dlaczego w różnych miejscach), czy w pewnej staromiejskiej piwnicy na pewno nie ma już Bazyliszka, sprawdzić, gdzie mieszka Syrenka (i jakie ma obowiązki).

tjw3

 tjw4 tjw5

Będziemy szukać w mieście dzikich zwierząt, zbadamy, czym zajmuje się rzeczna policja i czym można jeździć po mieście. Poznamy codzienne życie na Stadionie Narodowym. I odpowiemy na pytanie czy takie stare miasto jak Warszawa może być nowoczesne?

Mamy też dla Was dobrą wiadomość! Z okazji Dnia Dziecka, mamy dla Was trzy książki, które będzie można zdobyć w konkursie na naszym fanpage’u na Facebooku.