Tytus Brzozowski, architekt i akwarelista, jak sam o sobie mówi – pasjonat miejskiego gwaru i drgań w architekturze. Przeczytajcie o tym jak pracuje i co go inspiruje.

10 lutego w siedzibie SARP przy ul. Foksal w Warszawie odbędzie się wystawa jego prac, nad którą objęliśmy patronat i na którą już teraz serdecznie Was zapraszamy. Prace Tytusa możecie obejrzeć także w wersji cyfrowej oraz w albumie, który niebawem będzie u nas do wygrania w  konkursie.

tytus brzozowski

Warszawa to miasto…  możliwości, ciągłego rozwoju, wielkich aspiracji.

W Warszawie lubię…  to jak szybko się zmienia.

W Warszawie nie lubię… chaosu. Warszawa jako miasto ciągłych zmian, nie jest wolna od problemów. Bardzo brakuje mi tu XIX-wiecznych, wąskich ulic ze strzelistymi zdobnymi kamienicami… i tego raczej nie zmienimy. Z drugiej strony, jest sporo problemów, które można rozwiązać stosunkowo szybko. Wielkoformatowa reklama zaklejająca budynki i witryny, chaos w małej architekturze, dominacja samochodu na kluczowych placach, brak naziemnych przejść dla pieszych na najważniejszych ulicach w centrum miasta.

Prawdziwy warszawiak to… Bohdan Pniewski.

Moje ulubione miejsce w tym mieście… to dla mnie wyjątkowo trudne, nie potrafię wskazać jednego miejsca. W Warszawie, w której mamy Saską Kępę, Kolonię Staszica, Żoliborz, Śródmieście Południowe, Powiśle, Pragę, Ochotę… nie da się wskazać jednego, najlepszego miejsca. Z wielu ulubionych te najważniejsze to: Plac Unii Lubelskiej, Zbawiciela, Trzech Krzyży, ulica Obrońców, Wyspiańskiego, Profesorska; cała Skarpa Warszawska, filary mostu Poniatowskiego, ścieżka rowerowa w Alejach Ujazdowskich, kładka dla pieszych przy CSW, przejścia bramne w Alei Wyzwolenia, kawiarnie na Poznańskiej, wnętrze budynku Marka Leikama przy Wspólnej, widok na wieżowce z Placu Grzybowskiego, na oświetlone mosty ze schodków nad Wisłą…

Jeśli nie Warszawa, to… Oczywiście, interesuje mnie miasto w ogóle, jako zjawisko. Spędziłem dwa lata w Finlandii i z tego powodu kolejnym po Warszawie miastem, które dobrze znam to Helsinki – mają bardzo dużo tego, czego Warszawie brakuje, to dla mnie ważna lekcja.
Bardzo lubię polskie miasta – staram się stale je odwiedzać. Trójmiasto, Poznań, Wrocław to rewelacyjne miejsca, do Krakowa i do Gdyni staram się jeździć nie rzadziej niż raz w roku.

——————————————————————————————————————————————————————

Od kiedy malujesz Warszawę? Od pierwszych plenerów, jeszcze przed rozpoczęciem studiów.

Co tak zainspirowało Cię w tej przestrzeni, że postanowiłeś przenieść ją na papier? Jestem architektem, moje zainteresowania miastem są oczywiste. Warszawę bardzo lubię, uważam, że jest ładna i niezwykle ciekawa. Z zapałem śledzę bardzo szybkie zmiany, nowe osie, domknięcia ulic, łatanie dziur w zabudowie. To pasjonujące żyć w Warszawie w czasach tak intensywnego rozkwitu. Ale chyba nawet bardziej istotne w mojej pasji do Warszawy są jej historyczne fragmenty. Uwielbiam Śródmieście Południowe z jego niebotykami, gęstą wielkomiejską zabudową, Trakt Królewski z pałacami i kościołami, tętniące życiem Powiśle, wspinającą się na Skarpę Warszawską Starówkę z mozaiką dachów i wież… Warszawa to bardzo ciekawe miasto.

Jakie jeszcze miasta przenosisz na papier? Co roku, jadąc na wakacje biorę ze sobą farby i blok akwarelowy. Robię notatki z podróży, mam takie rysunki z wielu miast Włoch, Francji, Chorwacji, Niemiec i oczywiście Polski.

Czym się kierujesz, kiedy zaczynasz tworzyć i jak w tym wszystkim „przemycasz” swoje emocje? Tematy moich prac zazwyczaj są wynikiem poszukiwań miejskiego charakteru i tożsamości. Często pomysły biorą  się z przeglądania zdjęć miejsc z różnych okresów, z przemyśleń, kiedy było bardziej miejsko, spektakularnie. Tak powstają prace, w których w istniejącej tkance przypominam budynki zburzone lub zastąpione innymi. Część tematów bierze się z obserwacji, z zainteresowania Warszawą, tradycją jej budownictwa. Bardzo lubię opowiadać w swoich pracach o elementach charakterystycznych dla naszej lokalności. Stad w moich pracach tak dużo przytulnych kamieniczek powojennej odbudowy polskich miast.

Dlaczego zdecydowałeś się na tę technikę, raczej mało współczesną i bardzo trudną? Akwarela to technika architektów. Dawniej pozwalała szybko przenieść pomysł na budynek na papier. Teraz domy rysujemy na komputerze, ale tradycja akwareli została i jest wśród architektów bardzo silna.

Jak doszedłeś do takiej wprawy warsztatowej? Maluję akwarelą od bardzo dawna. Najwięcej nauczyłem się na plenerach malarskich podczas studiów. Atmosfera zbiorowej pracy, uczenia się od siebie nawzajem jest bardzo stymulująca.

Czy bardziej uważasz się za artystę, kreatora, czy raczej rzemieślnika, który dobrze obserwuje i sprawnie oddaje ducha miejsc i detale? Gdy trzy lata temu rozpoczynałem nową serię malarską, powiedziałem sobie, że w malowaniu będę szukał czegoś więcej niż czystego, formalnego zapisu przestrzeni. Wydaje mi się, że ważniejsze jest to, o czym opowiada się w swojej pracy niż to, jak  sprawnie wykorzystuje się umiejętności warsztatowe.

Gdzie można obejrzeć Twoje prace? Serdecznie zapraszam na otwarcie wystawy moich prac. 10.02.2014 o godzinie 19:00, w SARPie przy ul. Foksal 2.