Z roku na rok Warszawa przyciąga coraz więcej zagranicznych turystów. Rankingi najpopularniejszych destynacji turystycznych rzadko pomijają stolicę Polski. Ba! Są nawet takie, w których Warszawa wyprzedza Kraków. Nic tylko się cieszyć, bo turyści to przecież zysk i korzyść dla miasta. Niedawno ruszyła kampania promująca Warszawę w Wielkiej Brytanii i Szwecji Warsaw City Break. Hoteli mamy w bród, i we wszystkich kategoriach cenowych, informacje w języku angielskim też są wszędzie dostępne. Instytucjonalnie miasto wydaje się być dobrze przygotowane na obsługę turystów zza granicy. Ale czy mieszkańcy są? 

Stare Miasto, fot. Jarek Zuzga

Stare Miasto, najchętniej odwiedzanie przez turystów miejsce w Warszawie

Raio pochodzi z Estonii. W Warszawie był po raz pierwszy – i jak mówi raczej ostatni – w 2009 roku. Zawsze pytam o to, kiedyś ktoś odwiedzał Warszawę, bo wydaje mi się, że to miasto tak się zmienia i rozwija, że ktoś kto był tutaj 5 czy 10 lat temu, może teraz zupełnie na nowo je odkryć. W rozmowie Raio jednak nie podziela mojego entuzjazmu, przyznaje, że w Warszawie się nie zakochał, ale rozumie, że historia okaleczyła to miasto i choć trudno mu było pogodzić się z np. z dominującym nad miastem „prezentem Stalina” – rozumie. Nie rozumie jednak postawy ludzi. „Chyba w żadnym kraju tak mnie nie potraktowano. Kilka razy chciałem zapytać o to, jak dojść gdzieś tam. Próbowałem po angielsku, rosyjsku, niemiecku… a ludzie się odwracali plecami, jak do nich mówiłem”.

Informacje turystyczne gwarantują obsługę w językach obcych

João jest Portugalczykiem. Do niedawna Polska była jedynym krajem w tej części Europy, którego jeszcze nie zwiedził. Zaczął od Warszawy, bo przecież stolica. Największym niemiłym zaskoczeniem okazali się… ludzie. Kiedy próbował powiedzieć przechodniowi na ulicy, że ten zgubił banknot, nasłuchał się mało przyjemnych – sądząc z mimiki jegomościa – komentarzy. „Przypadkowe osoby zapytane na ulicy o drogę, rzucały w moją stronę tylko „I don’t speak English” płynną angielszczyzną i szły dalej”. Problemy z barierą językową miał również w kilku warszawskich muzeach, ale to nie język był największą przeszkodą, tylko postawa. „Czułem się jak intruz, przychodzę, mówię coś w jakimś dziwnym języku, zakłócam spokój.”

Dwujęzyczna tablica Miejskiego Systemu Informacji

Mónica pochodzi z Hiszpanii. W Warszawie była dwukrotnie. Od razu straciła głowę dla tego miasta. Cały czas słychać było tylko z jej strony achy i ochy nad miastem… i ludźmi. Że tacy mili, że wszyscy mówią po angielsku. Próbuję więc zrozumieć, czemu moi znajomi mają tak skrajnie różne doświadczenia. Może jesteśmy po prostu milsi dla kobiet? To chyba byłoby zbyt proste… W końcu dociera do mnie, że Mónica Warszawę zwiedzała głównie ze mną, w towarzystwie lokalsów. Nie musiała z miastem mierzyć się w pojedynkę, tak jak Raio czy João. Ci z kolei o osobach, które poznali bliżej nie powiedzieli ani jednego złego słowa, wprost przeciwnie. Czyli co? Zyskujemy przy bliższym poznaniu? Otwieramy się na ludzi dopiero siedząc wieczorem przy piwie nad Wisłą, a nie jak nas zaczepiają na ulicy i pytają o drogę?

Obcokrajowiec też nie będzie miał problemu z kupnem biletów komunikacji miejskiej

Kiedy przyjechałam do Warszawy po raz pierwszy to właśnie ludzie zrobili na mnie największe wrażenie i nadal uważam, że oni są siłą i energią tego miasta. Pewnie dlatego poruszają mnie takie komentarze i trudno mi przejść obok nich obojętnie. Językami obcymi zajmuje się niemal połowę swojego życia, uważam jednak, że język w tym przypadku nie jest tak naprawdę żadną przeszkodą. Pamiętam, jak podróżując po Portugalii ze znajomymi kilka razy zdarzyło nam się, że ktoś widząc, jak z mapą w ręku w kółko krążymy zabłąkani po okolicy, podszedł i pomógł. Choć widział, że turyści, choć sam nie znał angielskiego, choć nikt z nas nie mówił też po portugalsku. Język ciała, chęć pomocy, uśmiech i życzliwość są czasem znacznie skuteczniejsze niż kursy angielskiego. Portugalię zapamiętałam jako kraj pomocnych i życzliwych ludzi. Chciałabym, żeby mój kraj i moje miasto też tak pamiętano. Gdyby ktoś chciał tłumaczyć to zjawisko otwartością Południowców, dodam, że taka sama sytuacja zdarzyła mi się ostatnio w… Poznaniu.

Ludzie są wizytówką miasta. Warto pamiętać o tym, kiedy następnym razem, ktoś o zagubionym spojrzeniu zaczepi nas na mieście i zapyta o drogę.

Tekst: Magda Liwosz

Zdjęcia: Jarek Zuzga