Pomysł na wycieczkę – pałac i park w Radziejowicach

Pomysł na wycieczkę – pałac i park w Radziejowicach

Pomysł na wycieczkę – pałac i park w Radziejowicach

Wycieczka do Radziejowic to dobry pomysł na tzw. jednodniówkę. Oprócz pięknego pałacu i parku możecie tu zobaczyć bramę z warszawskiego teatru.

Radziejowice to miejscowość niedaleko Żyrardowa, z Warszawy można tam dojechać pociągiem Kolei Mazowieckich do Grodziska Mazowieckiego i potem PKSem do Radziejowic (ok. 1,5h) albo samochodem – trasą S8 (ok. 40 minut, kierunek na Katowice).

W radziejowickim  pałacu, który stoi pośród rozległego parku, dziś mieści się dom pracy twórczej. Kilkukrotnie przebudowywany obiekt ma formę klasycystyczną, wraz z przyległą do niego wieżą – neogotyckim „zameczkiem”. I choć oficjalnie nie jest to muzem, wewnątrz praktycznie zawsze ma miejsce jakaś wystawa czasowa – aktualnie jest to „W kręgu Młodej Polski”.

Pałac i park w Radziejowicach, fot. Jarek Zuzga, listopad 2025

Pałac ma bogatą historię, bywali tu królowie (Zygmunt III Waza, Władysław IV Waza, Jan III  Sobieski) i inni wielcy – np. Henryk Sienkiewicz, Juliusz Kossak, Józef Chełmoński, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Waldorff. W pałacowym ogrodzie stoją popiersia wielu ze znamienitych gości. W czasie wojny Niemcy zrobili tu szpital wojskowy, uciekając wywieźli co się da, a reszty zniszczeń dokonała maszerująca na Berlin Armia Czerwona. Na szczęście pałac udało się uratować i ponownie wyposażyć. 

Wystawę można zwiedzić o każdej pełnej godzinie (oprowadza przewodnik, ok. 40 minut). Warto, bo wnętrza, choć skromne, są bardzo piękne, a pani przewodnik opowiada bardzo ciekawe historie. 

Pałac i park w Radziejowicach, fot. Jarek Zuzga, listopad 2025

Zdjęć z wnętrza nie możemy tu pokazać, bo w środku jest zakaz fotografowania (to ze względu na pochodzenie eksponatów – większość to prywatne depozyty). Niemniej warto wejść i zobaczyć wspaniałe obrazy, zegary, ceramikę i inne pamiątki.  A w dawnej oranżerii można zjeść obiad i napić się kawy.

Popiersie Jerzego Waldorffa, pałac i park w Radziejowicach, fot. Jarek Zuzga, listopad 2025

Potem zachęcamy do zwiedzenia parku. Jest on podzielony ulicą na dwie części – tam, gdzie stoi pałac znajduje się duże jezioro, rzeźby plenerowe, a za ogrodzeniem można zobaczyć nieco zapuszczony, ale interesujący stary młyn.

Po drugiej stronie drogi mieszczą się obiekty hotelowe dla artystów oraz sala konferencyjno-koncertowa (można tu posłuchać koncertów jazzowych, ale bilety trzeba kupić wcześniej przez internet, bo miejsc jest mało).

W tej części ogrodu jest też ciekawostka – stoi tu brama z Teatru Narodowego w Warszawie. Skąd się tu wzięła? W 1985 roku, może to pamiętacie, teatr uległ zniszczeniu na skutek pożaru. Wówczas brama została zdemontowana, i po latach odkrył ją w magazynach ówczesny dyrektor teatru. Skontaktował się z artystą Józefem Wilkoniem, i przekazał mu artefakt do celów artystycznych. Wilkoń „uskrzydlił” bramę  i ustawił właśnie w pałacowym parku.

Józef Wilkoń, "Brama", pałac i park w Radziejowicach, fot. Jarek Zuzga, listopad 2025

Tekst i zdjęcia: Jarek Zuzga, listopad 2025.

Aktualne godziny otwarcia i informacje o wystawach, koncertach znajdziecie tu: https://palacradziejowice.pl/

Zobacz więcej zdjęć:

Felieton o rurze

Felieton o rurze

Felieton o rurze

Jest sobie rura. Na Woli. Wielka rura, industrialna, siermiężna, może nawet ciut brutalna. Przechodzi nad ulicą Karolkową tworząc jakby wrota. Bramę nietriumfalną.

Trudno tylko stwierdzić, w którą stronę się wchodzi, a w którą wychodzi, bo po obu stronach podobny miastoobraz – warszawski tygiel, melanż stylów i funkcji, stare, nowe, kontrasty i gradienty.

Mogłaby rura spokojnie stać sobie na przemysłowym Śląsku. Nikt tam by jej nawet nie dostrzegł pośród kilometrów podobnych rur-kuzynek, splecionych z tkanką szyn kolejowych i brukowanych duktów. Ale ta stoi w prawie-centrum-stolicy. Żadna rura tak wysoko nie awansowała. 

Nie wiadomo ile dokładnie lat ma rura. Ale też nie taka stara znowu. Żaden zabytek. Prawdopodobnie z końcówki lat 80. ubiegłego wieku. Jest bardziej young- niż oldtimerem.

Rura nad ul. Karolkowa, 2013 r., fot. Jarek Zuzga

Rura przecina krajobraz horyzontalnie na pół. Nad nią poszczerbiona panorama skajskraperów o fantazyjnych kształtach. Pod  – cała reszta miejskiego bałaganu, w tym zatopiony w asfalcie fragment bocznicy kolejowej, jeszcze starszej niż rura.

Większość swojego życia rura tłoczyła ciepłą wodę do wielkiej fabryki. Fabryka lekarstw to była, Polfa Warszawa (nie mylić z Polfą Tarchomin), zbudowana na fundamentach słynnych zakładów magistra Klawego. 

Więc do tej fabryki rura wodę przesyłała, wespół z oplatającymi ją  mniejszymi siostrami, które parę pod ciśnieniem dostarczały. Po drugiej stronie Karolkowej nadal stoi kotłownia, i to stamtąd wszystko szło. Rura spinała dwie strony. Łączyła światy. 

Dziś fabryki już nie ma, bo musiała ustąpić miejsca nowej wizji świata. Ale rura jest. Ogołocili ją co prawda z tych kilku drobniejszych towarzyszek, ale trwa, stoi. Kotłownia też zresztą jest, a w niej wielkie i piękne kotły, potencjalnie dużo warte na skupie złomu. 

A na pofabrycznej ziemi powstaje osiedle. Będą apartamenty, tarasy, szkło, zieleń według projektu, salony piękności, siłownie i dizajn. Będzie nawet wielka głowa Mitoraja, ta z Placu Trzech Krzyży. I pewnie Żabka. Czy rura odnajdzie się w tej rzeczywistości? Doda czy ujmie zmieniającej się okolicy prestiżu?  Już widzę te komentarze. Obstawiam, że przy pierwszej okazji wytną ją w przysłowiowy pień. Pójdzie rura na złom, jak napis „Warszawa Zachodnia” z giętej stali, z budynku starego dworca przy pobliskiej ulicy Tunelowej. 

A co by nie mówić, ostatecznie, jesteśmy rurze coś winni. Przez lata miała istotny wpływ na naszą kondycję, zdrowie i życie. Pożarliśmy – jako naród – tony medykamentów wyprodukowanych dzięki rurze.

Rura nad ul. Karolkowa, 2011 r., fot. Jarek Zuzga

A co, gdyby jednak została? Przepoczwarzyła się z niepotrzebnego ścinka przemysłowej infrastruktury minionej  epoki, w loftową, modną, dizajnerską instalację, godną apartamentów po 50 tys. za metr? Przedefiniowała się, odrodziła z nowymi papierami? Czy taka legitymacja zapewniłaby jej ochronny parasol?

Ja to widzę. Widzę rurę latem obrośniętą bluszczem, zimą – w świątecznych błyskotkach. Mieniącą się metalicznie za dnia, nocą – w girlandach drobnych ledowych światełek. Może przytuliłby się do niej skromny neon? Albo mural z intrygującym hasłem? Żeby przypominała o robotniczzej dzielnicy, jaką była kiedyś Wola, i w sumie nadal trochę jest, z tą różnicą, że wtedy produkowało się rzeczy, przedmioty, a  teraz oferty handlowe  i tabelki w Excelu. Produkcja, choć inna, wciąż przecież na Woli trwa. Nadal  czuć to bicie serca, na elewacji wolskiego ratusza neon rytmiczne oddycha. Rura może się jeszcze tu przydać.

Zatem – nie zabierajcie mi rury. Nie zabierajcie nam rury! Bo potem wszyscy już zapomną co, kiedy i jak tu było. Czy rura mogłaby być w jakimś spisie zabytków? Obiektów chronionych? Istotnych dla tożsamości miejsca? Pewnie by mogła.

To taki apel z mojej strony, pisany na tychże skromnych łamach, na które mogę sobie pozwolić. Ale może ktoś wpływowy to przeczyta?

Tekst i zdjęcia: Jarek Zuzga, październik 2025.

Zobacz więcej zdjęć rury:

F. Pabst i Leszno 49

F. Pabst i Leszno 49

F. Pabst i Leszno 49

Nawet niepozorne wykopki w Warszawie przynoszą niespodzianki. Jak tu, w Al. Solidarności, pod księgarnią Żeromskiego, gdzie kiedyś stała kamienica o adresie Leszno 49.

Pozwólcie, że oddamy głos najlepszej w Warszawie znawczyni tematu, Katarzynie Komar-Michalczyk:

„Arcyciekawe znalezisko Okna na Warszawę! Płytka posadzkowa dość rzadko dziś spotykanej w historycznych budynkach w Warszawie firmy F. Pabst. Miłośnikom dawnych posadzek znane są przede wszystkim żółte ceramiczne kwadratowe płytki bramowe tej firmy – z awersami podzielonymi na cztery mniejsze kwadraty i rewersami opatrzonymi drobnym ukośnym kratkowaniem oraz wpisaną w pola kratki nazwą producenta: F. Pabst (zob. np. przejazd bramny kamienicy przy ul. Pięknej 68A).

Natomiast tu prezentowana płytka – oktagon w kolorze złamanej bieli – ma bardzo interesujący rewers: z rysunkiem przypominającym pajęczynę i również wpisaną w pola sieci nazwą producenta: F. Pabst.

Firma F.[riedrich] Pabst Tonwarenfabrik w St. Johann an der Saar (ob. centralna dzielnica miasta Saarbrücken) została założona w 1873 r. Już w 1875 r. jej wyroby zostały nagrodzone w Kolonii, w 1876 r. – w Brukseli, w 1883 r. – w Amsterdamie, a w 1885 r. – w Antwerpii. W 1906 r. zatrudniała ok. 600 pracowników i miała swoich przedstawicieli w większości największych miast w Niemczech. W latach międzywojennych Fr. Pabst Mosaikplattenfabrik GmbH działała w oddalonym od Saarbrücken o ok. 35-40 km Homburgu.

W Warszawie w 1910 r. płytki bramowe firmy F. Pabst sprzedawał np. inż. Zdzisław Tuwan, z biurem w Al. Jerozolimskich 59 i składem materiałów budowlanych przy ul. Wspólnej 47A.”

Wieża wodna przedwojennej Państwowej Fabryki Karabinów w nowej odsłonie

Wieża wodna przedwojennej Państwowej Fabryki Karabinów w nowej odsłonie

Wieża wodna przedwojennej Państwowej Fabryki Karabinów w nowej odsłonie

W marcu 2025 r. wieża wodna przedwojennej Państwowej Fabryki Karabinów (przy Dworskiej, dziś przy Kasprzaka) wreszcie doczekała się remontu. Jest perełką pośród wielkiego wolskiego osiedla potocznie zwanego Hong-Kongiem. Nie wiemy jaką będzie pełnić funkcję (podobno biurowo-gastronomiczną), ale sam remont cieszy, bo ostatnio wyglądała fatalnie. Na kolejnych zdjęciach możecie zobaczyć jej stan w ubiegłych latach.

Wieża wodna przedwojennej Państwowej Fabryki Karabinów (później Fabryka Wyrobów Precyzyjnych im. gen. Świerczewskiego, potem VIS S.A.) przy ul. Kasprzaka w Warszawie, stan na marzec 2025 r., fot Jarek Zuzga
Historyczny bruk na Grójeckiej

Historyczny bruk na Grójeckiej

Historyczny bruk na Grójeckiej

W marcu 2025 r., przy okazji przebudowy skrzyżowania Grójeckiej i Bitwy Warszawskiej 1920 r. na potrzeby nowej linii tramwajowej do dworca Warszawa Zachodnia, odkryto historyczny, ułożony w jodełkę bruk. Zobaczcie zdjęcia:

Ziemia jako pamięć miasta – nowy numer Autoportretu

Ziemia jako pamięć miasta – nowy numer Autoportretu

Ziemia jako pamięć miasta – nowy numer Autoportretu

Autoportret, nr 87
87. numer kwartalnika Autoportret (wydawanego przez Małopolski Instytut Kultury) poświęcony jest ziemi – rozumianej dosłownie jako powierzchnia naszej planety, ale także jako nośnik historii i tożsamości. To wyjątkowe wydanie szczególnie zainteresuje warszawiaków, bo wśród autorów znaleźli się znawcy i miłośnicy stolicy.
Nieodżałowany Marcin Wicha jak zawsze w mistrzowski sposób pisze o warstwach Kamionka, Beata Chomątowska przygląda się osiedlu Muranów, a Zygmunt Borowski odkrywa, co skrywała ziemia pod tzw. Placem Centralnym. Szczególnie interesujące są także dwa teksty poświęcone Kopcowi Powstania Warszawskiego: „Kurhan codzienności” (Michał Trawiński, Marcin Maraszek, Maciej Kaufman) oraz „Złożone więzi” (Magdalena Wnęk, Justyna Dziedziejko).
To lektura, która pozwala spojrzeć na miasto z zupełnie innej, podziemnej perspektywy. Gorąco polecamy!